Za kilka godzin $wiek++

Już niespełna 18h pozostało mi aby nacieszyć się wiekiem 27 lat… Jeżeli dobrze pamiętam to punktualnie o 18:45 będę o kolejny rok młodszy i zbliżę się jeszcze bardziej do wieku magicznej trzydziestki.

Jaki był mijający rok? Można powiedzieć, że bardzo owocny. Najpierw dosyć ciężkie wakacje, których praktycznie nie było i raczej należeć będą do tych, które chciałbym zapomnieć. Dalej dzieciaki poszły do przedszkola, Święta, Nowy Rok, certyfikat i zaczęła się gonitwa za kredytem na mieszkanie.

Można powiedzieć, że przez ostatnie 3 miesiące trwały przygotowania do tego aby teraz przez kolejne 4-6 tygodniu oczekiwać w stagnacji na decyzję banku. Obecnie nawet nie wierzę w to, tylko jestem mocno przekonany, że uda się i za niespełna 2 lata będziemy mieszkać na swoim :) ale o tym za jakiś czas…

W tym tygodniu zostanę PO, i nie mylcie tego ze znaną w Polsce partią polityczną :)

Jaki będzie nadchodzący rok? Pewnie czeka nas wiele ważnych decyzji i wiele spraw będzie zależało od tego jak potoczy się sprawa naszego kredytu. Na pewno będę starać się stworzyć poduszkę finansową, żeby zabezpieczyć nieco nasze interesy.

Juwenalia…

juwenalia - foto: epoznan.plfoto: epoznan.pl

Rozumiem, młodość, mieszkanie daleko od rodziców, studiowanie (nie mylić z nauką), imprezy, dobra zabawa oczywiście w doborowym (procentowym) towarzystwie. Ale jestem jakiś dziwny albo stary. Jak można być głupim do kwadratu i zachowywać się jak trzoda?!?!

Godzina 19:00, INEA Stadion (Poznań), wystarczy przejechać obok miejsca imprezy aby zobaczyć: mnóstwo policji i straży miejskiej, jeszcze więcej studentów (podobno) a wiele z nich o tej porze już nie była w stanie stać o własnych siłach! Ok, rozpoczęli dość wcześniej “wyborową” zabawę, słoneczko przygrzało… ale po jakiego wała jeszcze próbują uczestniczyć w publicznej imprezie? Wymiotowanie na chodnik, rzucanie się na okoliczne płoty to raczej nie jest dobry sposób na zabawę.

Podchmielonym można być a nawet można powiedzieć, że nie wypada nie być… ale wszystko ma swoje granice. Dziś byłem tam w okolicy 23:00 i jest podobnie, tylko policji jakby mniej. Pewnie to taka proforma, że byli gdyby coś się stało.

Jeden z ważniejszych podpisów…

Dzisiejszy dzień to jeden z tych dni gdzie składa się kilka podpisów, kilkaset stron się parafuje i… na chwilę ciśnienie opada aby przez nadchodzące tygodnie żyć w niepewności.

Ostatnie dni a dokładniej prawie 3 miesiące przygotowań kosztowały nas sporo czasu i zdrowie. Niby przygotowywanie dokumentów ale każdego dnia było coraz ciężej i nawet trochę nerwowo. Dziś powstała niepewność i oczekiwanie. W sobotę czas na restart… każdy system po wprowadzeniu poważniejszych zmian wymaga restartu aby zacząć funkcjonować na nowo…

Zend Certified PHP Engineer

ZCPE-logo-XSDokładnie od 29 stycznia jestem Certyfikowanym Inżynierem PHP, brzmi poważnie i teraz mogę przyznać, że ten certyfikat taki jest. Forma samych pytań, czyli dużo pułapek i podchwytliwych sformułować może budzić wątpliwości czy jest sens zdawać. Ale po tych 1,5 tygodnia nauki przed certyfikatem i tydzień po wiem, że było warto. Dlaczego?

Po pierwsze przypomnienie funkcji o których zapomniałem i przy okazji dowiedziałem się o “nowych”. Może w pierwszym podejściu do lektury dokumentacji wydają się niepotrzebne bo przecież można inaczej ale przy dłuższym zastanowieniu i poszukaniu praktycznego zastosowania jest zupełnie inaczej. Chociażby najbardziej banalny printf() czy soundex() i ulubiony levenstein().

Po drugie chęć do kodowania wzrosła. Dlaczego? Pewnie dlatego, że człowiek uświadomił sobie o istnieniu innych rozwiązań niż te które stosuje każdego dnia. Samym PHP można jeszcze więcej wyciągnąć z kodu. Także robi się ciekawiej i chyba wydajniej.

Po trzecie co mi przychodzi do głowy to własny autorski pomysł. Tym razem nie podbój świata i zarabianie “kupy” siana na rewelacyjnym projekcie ale zastosowanie tego co już potrafię i stworzenie własnych ciekawych rozwiązań, oczywiście można na tym zarobić ale chyba teraz bardziej liczę na zdobycie ciekawego doświadczenia i polepszaniu swoich umiejętności.

Po czwarte i piąte to mniej boje się wyzwać i chwili pomyślunku przed napisaniem chociażby prostego regexp’a, wcześniej często wątpiłem w siebie i szukałem w internecie gotowa a teraz certyfikat zobowiązuje :) Oczywiście fajny też jest wpis na tzw. yellowpages Zenda :) Prawdziwe Hall Of Fame, czyli wizytówka tych co zdali. W ten sposób mogę reklamować siebie jako: Radosław Zagórski certyfikowany programista PHP

Dla osób zdających mogę polecić dokumentację php.net, ciekawa i przydatna lektura przed egzaminem. Oraz strona Edwarda Chunga, który napisał świetny skrót tego co wymagane jest na egzaminie. Wystarczy połączyć to z dokumentacją i praktyką a egzamin będzie zdany.

Tak przy okazji, od stycznia jestem Starszym Programistą o czym więcej tutaj.

Przed maturą było lepiej…

Jak tak teraz sobie myślę, matura czy obrona pracy magisterskiej to pestka. Szczególnie stres przed nimi w porównaniu z tym co teraz jest był mniejszy. Ale o co chodzi?

W najbliższą środę czeka mnie zdawanie certyfikatu z PHP (Zend Certificate Engineer) niby proste ale jednak nie. Sprawdzana jest tam wiedza oraz umiejętności z wyszukiwania poprawnego wyniku, niekoniecznie w poprawnym kodzie. Jest to coś z czym programista spotyka się każdego dnia. Codzienne setki linii kodu, czy wpisywanie (co prawda z podpowiedziami) tych samych nazw funkcji ale jednak stres jest, tym bardziej, że sporo pytań jest podchwytliwych i łatwo można się zwieźć i pomyśleć o czymś zupełnie innych. Nawet w pytaniach które są trywialne.

Poza tym w liceum i w trakcie studiów człowiek był w takim rytmie egzaminacyjno-klasówkowym i kolejne sprawdzenie wiedzy było… kolejnym sprawdzeniem wiedzy, może trochę ważniejszym ale ja od dobrych kilku lat takich testów nie miałem!

Tak dziwnie, niby proste ale jednak nie.

Święta, święta…

….i po świętach. Pozostał w żołądku pewien przesyt i oczekiwanie na kolejny taki czas. Święta Bożego Narodzenia jest to zawsze wyjątkowy czas. Bardzo podobny do Świąt Wielkanocnych ale atmosfera jest nieco inna. Jest bardziej rodzinnie.

Tegoroczne Święta minęły pod znakiem naszej poczwórnej choroby. Najpierw maluchy zostały rozłożone, kolejnego dnia mnie zrzuciło z nóg i w kulminacji Kochana Małżonka również uległa. Także przy wigilijnych stołach i oczekiwaniach na Świętego Mikołaja równo pociągaliśmy nosami a maluchy dodatkowo kaszlały jak mali gruźlicy. Któregoś wieczoru, chyba nawet tego wigilijnego jak maluchy już spały uświadomiłem sobie, że co by się nie działo to wakacji ani urlopu od rodzicielstwa nie ma. Pomimo złego samopoczucia czy rosnącej temperatury samopoczucie dziecka okazywało się ważniejsze i co dziwniejsze w trakcie “obsługi” chorego malucha dolegliwości stawały się mniej uciążliwe niż kilka chwil później jak maluch po dawce cudownych specyfików uspokajał się i bawił się lub spał dalej.

Tutaj też ciekawostka, która mnie przy każdej chorobie małego stworzenia zastanawia najbardziej. Wystarczy wyregulować temperaturę do 37.5, wyregulować wzrok (szczególnie przy zapaleniu spojówek) i mały organizm szaleje jakby był maksymalnie zdrowy. Jakoś ja tak nie potrafię i samopoczucie pozwala mi jedynie na w miarę proste siedzenie. Choć jak przypomnę sobie lata jeszcze szkoły podstawowej to choroba była najbardziej uciążliwa do momentu pójścia do lekarza, później przepisany specyfik był na bieżąco dozowany i w ten sposób nie jedną grę można było w domowym zaciszu ukończyć.

Reasumując, rodzicielstwo to fajna sprawa i szkoda, że już po świętach, chociaż może teraz będzie czas na odpoczynek :)

4 dni do urlopu…

Pierwsza nadzieja na dłuższy urlop pojawiła się w okolicy września a od co najmniej 2 tygodni trwa odliczanie ;) Upragniony dłuższy niż jeden dzień urlop nadchodzi już za 4 dni :)

Czwartek jest ostatnim dniem przed nowym rokiem kiedy będę szedł do pracy, czyli przez prawie 2 tygodnie będę mógł leżeć i robić nic! Choć planuję trochę poczytać i poruszać się żeby przez brak zimowego biegania nie odłożyć za dużo zapasów na zimę.

Planuję też co nieco przypomnieć sobie z odłożonego jakiś czas temu ExtJS’a (teraz Sancha) albo zbudować kilka skryptów PHP/JS o których myślę od dłuższego czasu. Ale taka idea trochę kłóci się z planami odpoczęcia od komputera… Dlatego się nie nastawiam.

Kolejny plan to też popisać trochę na blogach przez wolne dni i rozplanować kolejne teksty na styczeń, żeby podążać zgodnie z sensownym planem.

Jak to wyjdzie… czas pokaże, najważniejsze że urlop nadchodzi ogromnymi krokami :D

Zimowa przerwa od biegów…

Jednak zdrowie i rozsądek mojej żony przemówił za tym aby w sezonie zimowym zapomnieć o bieganiu po mrozie. Ostatni 3 tygodniowy problem z zatokami powoli odchodzi w niepamięć, antybiotyk się kończy a ja czuję się o niebo (albo i 2) lepiej.

Postanowiłem, że w trakcie zimy przygotuję się do wiosny i nie dam się zaskoczyć, że po 3 miesiącach stagnacji ponownie będę walczył żeby wykonać kilka szybszych kroków. Po pierwsze udoskonalenie diety, która będzie bardziej zróżnicowana. Po drugie galaretka, która podobno pomaga… a jak nie to przynajmniej jest dobra. A po trzecie to ćwiczenia które pomogą mi odciążyć kolana i bardziej je uelastycznią. Każdy wątek poruszę oddzielnie w kolejnych wątkach lub na nowym blogu. Dodam tylko, że będzie coś o półprzysiadach…

Pik, pik, zapraszam….

W sobotę miała miejsce moja pierwsza weryfikacja biletów na wydarzenie. Przez 8 godzin stałem z weryfikatorem i wymieniałem bilety internetowe na “złote” opaski które uprawniały do poruszania się po terenie targów. Były to targi mody Hush Warsaw.

Na samym początku imprezy pomyślałem dlaczego ludzie płacą za wstęp do “hali targowej” aby móc kupić kilka ciuchów?!?! Przecież można iść do sklepu, zamówić w internecie albo kupić gdziekolwiek indziej. Przecież jak się nie kupi to tak jakby się płaciło za oglądanie wystaw sklepowych. Niepojęta bzdura…

Nie byłbym sobą gdybym przed napisaniem tego tekstu nie podjął próby zrozumienia tego fenomenu… Jak się okazało część z projektantów nie prowadzi sprzedaży internetowej i nie jest dostępna w żadnym sklepie. Czyli byli wystawcy których w przysłowiowych galeriach handlowych nie uświadczymy. Kolejny atut to kontakt z twórcą odzieży, choć dla mnie osobiście nie ma to znaczenia. Ludzie wchodzący na imprezę potrafili zachwycać się elementami odzieży i rozmawiać o tym. Dla mnie osobiście jest to trochę niezrozumiałe, ale skoro znalazło się wielu nabywców biletu na Targi Mody… to chyba dla nich było warto. Mogli sobie kupić coś ciekawego.

Choć i tak nie rozumiem, pewnych trendów modowych i fenomenu ciuchów z pozoru bardzo podobnych do tych co można kupić na wyprzedaży w galerii handlowej. Ciuch to ciuch, choć pewnie te osoby będą patrzyły na mnie ze zdziwieniem jak będę wybierał kolejny model komputera :)

Bieganie przegrało z zatokami

Od mojego ostatniego biegania mija właśnie 1,5 tygodnia. Z jednej strony brak czasu usprawiedliwia absencję biegową a z drugiej strony od zeszłego tygodnia walczę z zatokami i wygląda na to, że zaczynam wygrywać :)

W zeszłym roku jesienią byłem już po kilku takich mocniejszych atakach zapchanych zatok a teraz (odpukać) jest to pierwszy taki przypadek. Na dodatek, jest znośny, choć miałem już 2 dni w których ledwo funkcjonowałem. Czasami wydaje mi się, że drobna grypa jest lepsza ponieważ wystarczy ją wygrzać i brać witaminy. Zatoki tak łatwo nie odpuszczają.

Przy okazji problemów z zatokami poznałem ciekawy środek (lek?) na większość uciążliwości związanych z nosem. Zatkane zatoki, katar czy jakaś inna uciążliwość może być w prosty sposób “wyleczona”. Wystarczy dobrze przepłukać. Tak, przepłukać i żeby było ciekawiej, wystarczy buteleczka z magicznym proszkiem, woda i odrobina odwagi. Dodam, że lekarze o tym sposobie nie mówią a wg. mnie jest to najlepszy sposób. Katar to kwestia 1 maksymalnie dwóch dni. Piszę o środku który nazywa się Sinus Rinse, dostępny w aptece bez recepty. W zestawie startowym dostajemy buteleczkę z nakrętką do której podłączona jest rurka pompująca wodę z proszkiem który wcześniej wsypujemy. Nie wchodząc w szczegóły przepuszczamy przez nos 240ml płynu który jedną dziurką wchodzi a drugą wychodzi zabierając ze sobą dużą ilość wydzieliny. Czasami nawet nie mogąc się wysmarkać SR wyciąga naprawdę sporo.

Warto dodać, że używać mogą tego również dzieci. Tylko w przypadku dzieci pamiętajcie nic na siłę! Używa tego mój 3 letni syn i żeby się przekonał potrzebna była inwestycja w “wóz strażacki z drabiną” :)

Już jest środa, za oknem mróz ale mam nadzieję, że w sobotę będzie czas, pogoda i zdrowie żeby wyjść na trucht po lasku Marcelińskim. A dla ciekawych jak wygląda takie czyszczenie, filmik poniżej:

Mój cyfrowy mały świat…

Login

Lost your password?