Analogowe wspomnienie…
IRC (jeszcze istnieje) to takie medium gdzie można na bieżąco rozmawiać ze grupą ludzi o podobnych zainteresowaniach itp. Po prostu Chat. Ale może nie o IRC’u tylko o temacie dziś poruszonym. Jeden ze znajomych Krzyś poruszył temat fotografii analogowej. Najzwyczajniej szedł do fotografa i pochwalił się tym na kanale :). Automatycznie przypomniały mi się czasy początku mojej przygody z fotografią…
Zaczęło się dość skromnie bo mój pierwszy profesjonalny aparat w którym można było ustawić więcej niż kadr to Praktica L2. Aparat w całości analogowy i manualny. Nie posiada światłomierza a tym bardziej mechanizmów podobnych do światłomierza czy pomiaru ekspozycji. Żadnego elementu elektrycznego po prostu kawałek szmatki (migawka) i jakiegoś metalu może jakieś aluminium. W ręce całkowicie nie leży, prostopadłościan z dziurą na obiektyw, guzikiem i dwoma pokrętłami. Ale…wspominam ten aparat chyba najlepiej z tych co do tej pory miałem w rękach. Może to przez stosunek do fotografii analogowej i szanowaniu każdej klatki.
Jak wyglądało robienie zdjęcia? Można powiedzieć, że to proces dość skomplikowany i czasochłonny. Mając w korpusie 36 klatek (w lepszych filmach zazwyczaj ok. 39) robiąc zdjęcie ma się na myśli koszt odbitki i fakt, że efekt zobaczy się dopiero po wywołaniu wszystkich obrazów. Także nigdy nie wiadomo jak będzie wyglądać zdjęcie które właśnie zrobiliśmy. Do tego dochodzi prawidłowa ekspozycja…światłomierz typu leningrad (również analogowy) na światło odbite i padające. Czytanie tabeli czasów i przesłon przypominało księgę zaklęć którą trzeba było opanować i po kilku kliszach znać już warunki i fakt, że korekcji EV to nie posiadało
Do tego zmienne warunki pogodowe, ustawienie ręczne ostrości (bez mechanizmów kontroli ostrości), poruszające się obiekty, wybór odpowiedniego obiektywu. Żeby było śmieszniej miałem tylko obiektywy o stałej długości (30mm, 50mm i 120mm), więc trzeba było wybrać odpowiednie szkło, przykręcić (mocowanie M42) i robić foty.
Ale zanim doszło do faktu robienia zdjęć? Filmy zamawiane w sklepie internetowym fotograf.fir.pl. Dlaczego? Bo taniej niż w sklepie przez ulice i to ok. 60%. Przez długi czas zamawiany Kodak Professional ISO100 teraz nie produkowany w cenie ok. 7zł za sztukę :). Paczka przychodziła otwierało się pudełko z filmem i nagle czuło się uderzenie oparów chemicznych. Sprawiało to, że przez kilka sekund można było poczuć materiał, materiał który trzeba założyć i naświetlić. Automatycznie człowiekowi w głowie rysowały się reakcje zachodzące na kliszy w trakcie naświetlania, ucieczka atomów i inne fizyczno-chemiczne procesy :).
Ech..36 klatek kosztowało wtedy ok. 40-50zł w zależności od formatu i materiału do naświetlania. Dziś trudno sobie wyobrazić imprezę ze znajomymi z której nie będzie całej płyty zdjęć. Któregoś razu po pokazie mody zgrywałem ok. 700 klatek (dawniej ok. 19 klisz czyli wydatek ok. 750zł). Szczerze mogę powiedzieć, że analogowo zdjęcia robi się lepiej! Są bardziej przemyślane, posiadają więcej umiejętności technicznych i przemyśleń autora. Przy cyfrze robimy ujęcie oglądamy pstrykamy jeszcze kilka i coś wyjdzie…Jak nie to zawsze robimy 5 klatek o innym naświetleniu i zabawa w HDR.
Tak wyglądały moje początki z fotografią…fotografią analogową…prawdziwą fotografią…do której chciałbym wrócić…

kwiecień 1st, 2008 at 7:55 przed południem
Ja przy cyfrze staram się robić zdjęcia tak jak kliszowcem.
Znaczy - pomierzyć, zastanowić się i pstryknąć.
Beż nadmiaru.
Jakoś tak z przyzwyczajenia.
kwiecień 1st, 2008 at 8:14 przed południem
jak przesiadłem się na cyfrową lustrzanke to nie potrafiłem robić inaczej zdjęć jak tylko na manualu
później przyszedł czas, żeby nauczyć robić się zdjęcia szybciej
ale jak jest czas to oczywiście wszystko na manual i pstrykać 