Drożdżowa Tatra…
Korzystając z całkiem ładnego weekendu postanowiłem jak to co gorący weekend uzupełnić stan procentowych napojów alkoholowych znajdujących się w lodówce. Jak zwykle przed półką w markecie miałem problem co wybrać. Ze względu na promocje, nową etykietkę i dawny sentyment wybór padł na Tatrę (jasna pełna). Dlaczego sentyment? Jeszcze w dawnych czasach kiedy to pijało się tylko Żywca i po momencie kiedy on zaczął się robić dość wodnisty i jednym słowem coraz gorszy Grupa Żywiec wypuściła całkiem dobre i w miarę w dobrej cenie piwo to właśnie była Tatra. Już od dobrych kilku lat jej nie piłem więc ciekawość i chęć wypicia chmielowego i szlachetnego trunku była nieskończona. Po odpowiednim schłodzeniu “zapodałem” jedną butelkę do obiadu i muszę przyznać, że od prawie 2,5h skończyć jej nie mogę!?! Dlaczego? W momencie kiedy chmiel dostaje się do ust jest zaje***** chłodek, specyficzny aromat…kiedy trunek trafia na język i “kupki” (czy jakoś tak) dostają informację jaki to smak i przesyłają informację do mózgu występuje chyba jakieś przeciążenie i nadawana jest zła informacja. Jaka? Zamiast bajtów z informacją “piwo” lub “chmielowy smak” trafia informacja “drożdże z wodą”. Co za crap! Jeszcze nigdy nie piłem takiego drożdżaka. Momentalnie sprawdziłem datę ważności i inne informacje na butelce świadczące o jakiejś lewiźnie. Niestety wszystko było ok poza smakiem ;/ BLE! Także od dziś postanowienie: “Nigdy więcej Tatry!”. I tak pięknym akcentem postanowiłem w dniu jutrzejszym sprawdzić który smak coli jest najlepszy
