“niedziela będzie dla nas….”

Dzisiejszy dzień w skrócie: wspólne śniadanie z żoną (oczywiście w łóżku), sprzątanie pomieszczenia gospodarczego (przyszłościowo nasza sypialnia), wyniesienie tony śmieci z owego pomieszczenia, ścięcie choinki, postawienie jej równo na stojaku :) (to było wyzwanie), ubranie jej w nowe wdzianko, instalacja, ściąganie mnóstwa sterowników do laptoka kuzynki (dodam że to win XP), kawa u teściów, dalej instalacja sterów, wysłanie projektu ze składu komputerowego i granie w superCow :P taka prostacka gra na maca :) przez pierwsze 20 minut niesamowicie cieszy a później się już nudzi (ja chcę mario na pegasusa!). A teras leżenie bezczynne przed kompem na sofie, sofie fatty :P

A może java…

Dziś w trakcie omawiania pewnego projektu padł pomysł: “to nauczysz się javy” WTF?!? to ja hmm…ale ja tylko PHP i JS i wsumie narazie temat znikł. Od tamtej rozmowy cały czas mnie męczy a może jednak JAVA…zawsze to nowa technologia, można powiedzieć, że całkiem przyszłościowa…Niewiele myśląc wklepałem pytanie o podstawy javy na blipa :) i co? w skrócie powiem to cały weekend czytania jak nie więcej. Poczytam i się okaże co z tego wyjdzie :)

Póki co przedemna środowa poprawa z automatyzacji, już nie wiem które podejście ale było ich już dużo.  I może wkońcu uda się zainstalować Leoparda bez napedu DualLayer ;] jak? zrobie dysk instalacyjny na USB :) znalazlem stary 20GB także napewno wystarczy. Pozostaje tylko przerobić go na butowalny i próbować :) to najprawdopodobniej też w weekend bo jednak potrzebuję trochę czasu na tzw. archiwizację danych.

Najpiękniejszy dzień w życiu…okiem programisty..

Minęła już ponad setka, setka dni od tego dnia co tak naprawdę zmienił niewiele ale zmienił wszystko. Jaki to dzień? Dzień ślubu. Przez wielu nazywany najgorszym dniem w życiu faceta, najważniejszym dniem, najpiękniejszym dniem w życiu. Nieważne! Najważniejsze to że dla mnie był to dzień przełomowy w którym to moja obecna żona i ja byliśmy najważniejsi i tak naprawdę wtedy zaczęło do mnie docierać słowa: odpowiedzialność, druga połowa, wspólne życie, na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie, teraz i na zawsze….

Może od początku…zaczęło się od ustalenia daty..było to prawie 2 lata wcześniej WOW! zastanawiałem się poco? Po wielu marudzeniach trochę ponad rok wcześniej zarezerwowaliśmy salę, próbowaliśmy rezerwować orkiestrę…i co? praktycznie wszystkie “dobre” terminy zarezerwowane WTF?!? zaczęło do mnie trafiać, że ze wszelkimi rezerwacjami nawet w Nowogardzie trzeba się śpieszyć. Na szczęście z księdzem poszło gładko i nie było problemów.

Tjule, zielenie, serwetki….tak, tak była rozmowa z Panią zajmującą się dekoracjami przez prawie dwie godziny rozmowa toczyła się wokół różnych materiałów, kolorów, wiązań, wstążek…I tak jak kolory moglem sobie wyobrazić tak różnicy pomiędzy niektórymi materiałami w ogule nie widziałem a nawet nie czułem bo mogłem je dotknąć. Szczerze mówiąc to Pani od dekoracji widać, że bardzo się starała tłumaczyć tak, żebym też rozumiał to ja miałem wielkie oczy i ufałem swojej drugiej połowie, że uzgodni dobrze i będzie ładnie. Na zakończenie rozmowy i po wypiciu całkiem dobrej kawy padł wyraz cena…i tu ślina zrobiła się gęstrza i taka niesmaczna…2,5k za kilka “szmatek” na ścianach i krzesłach które później i tak będą zwinięte i wykorzystane na innej sali. Ale cóż jak to mówią posiędzę dłużej w pracy, przyjmę dodatkowe zlecenie i będziesz mieć swoją dekorację.

Hmm…w między czasie udało się nam zamówić obrączki, ważne żeby się podobały. Na szczęście wydaliśmy mniej niż zakładałem i z perspektywy czasu cena obrączek nie jest najważniejsza i nie świadczy o trwałości związku to poprostu taki symbol. Dla niektórych GPS :> ale to już inna historia.

Można powiedzieć, że największym rozczarowaniem dla mnie było brak wymarzonego samochodu na ślubie jakim był Porsche. Samochód zamówiony już w styczniu, wpłacona zaliczka..telefon w maju z firmy wynajmującej, że niestety samochodu nie będzie ;( a miało być tak pięknie już zacząłem myśleć, że nic fajnego tego dnai dla mnie się nie wydarzy wkońcu Panna Młoda ma swoją suknię, dekorację, orkiestrę, bukiet i mnóstwo innych dodatków a ja co? nic.

Kolejne zakupy i kolejne PLN znikały z konta. Garnitur, koszula, buty, skarpety, bokserki, koszula na zmianę, kamizelka, pasek…wszystko w odpowiedniej kolorystyce z zachowaniem zasady im niżej tym ciemniej. Powiem szczerze, że kupując garnitur i dodatki czułem się jak wielkie panisko z milionami na koncie i Ferrari stojącym na parkingu. Dlaczego? Młoda dziewczyna biegająca w około mnie i doradzająca odpowiednie akcesoria, kroje oczywiście nieo było się bez komplementów typu jak to świetnie Panu pasuje, garnitur uszyty na miarę, taki Pan elegancki :P wiadomo klient nasz Pan. Wsumie widząc siebie w lustrze w tym całym high-quality stroju tzw. garnitur ślubny czułem się “jak ktoś zupełnie wyjątkowy”. Fajne uczucie polecam!

Drwiny z forum ślubnego. Wtedy jeszcze moja przyszła żona stała się uzależniona od forum ślubnego dla mnie to było dość niezrozumiałe. Każdą wolną chwilę spędzała na owym forum (forum ślubne). Znów się powtórzę z perspektywy czasu…dlaczego? proste! Im bliżej daty tego wyjątkowego dnia tym o mniejszej ilości szczegółów pamiętasz! Pozatym, wiele pomysłów na zaproszenia, torty, pierwsze tańce, podziękowania, przebieg ceremonii można znaleźć właśnie tam. Oczywiście praktycznie na każde pytanie znajduje się odpowiedź, wystarczy zapytać :) Dlatego po decyzji o ślubie warto szukać informacji i w jakiś sposób zapisywać pomysły.

Można powiedzieć, że ostatnie 2 miesiące przed ślubem/weselem to ciągłe załatwianie i tzw. dopinanie szczegółów co mnie strasznie męczyło a pod koniec chciałem powiedzieć, że mi to wszystko jedno bo każda firma miała mój numer telefonu i praktycznie co chwila telefon, żeby coś potwierdzić i ustalić. Eh!

Dzień ślubu….

Szczerze to od rana bardziej stresowałem się tym, że coś nie wyjdzie i Panna Młoda nie będzie z czegoś zadowolona niż tym, że biorę ślub. Możę to głupie ale tak to było. Odbiór kwiatów (okazało się, że znajomy którego dawno już nie widziałem jest florystą), fryzjer, kąpiel, kastrowanie twarzy, czyszczenie butów. Wszystko, żeby czas szybciej minął bo takie oczekiwanie może człowieka zabić.

Nareszcie! Spotkanie z narzeczoną i cała procedura się zaczęła, szło gładko i sympatycznie do momentu bicia dzwonów w kościele i rozpoczęcia gry kwartetu smyczkowego. Coś tak jakby ścicnęło w sercu, brak tchu i znieruchomienie całego ciała. Co jest? Jak to co? To się nazywają emocje. Niesamowite uczucie! Wychodzi ksiądz, wymiana spojrzeń tak jakby wiedział co teraz czuje…spojżenie w prawo idzi kobieta z która spędzę reszte swojego ziemskiego życia. Wkońcu jest obok…i tylko pytanie: “jesteście gotowi? teraz i na zawsze? na dobre i na złe?”, nagle zastrzyk energii, wzruszenie. Po kilkunastu minutach i kilku głębszych wdechac nieco się uspokoiłem. Ale przysięga, nawet nie wiem jak to pisać…nałożenie obrączek i jesteśmy tylko dla siebie, nieważne kiedy, nieważne jak, nieważne gdzie….RAZEM…wtedy to słowo nabrało takiego głębszego znaczenia stało się lepsze…

Marsz Mendelsona, życzenia, kwiaty, życzenia, kwiaty….bicie kieliszków, wniesienie Panny Młodej i co sala…patrze i myslę tak to jest miejsce gdzie mógłbym umrzeć….jesteśmy my, jest wszystko tak jak chcieliśmy żeby wyglądało i są goście którzy są świadkami tego co nas połączyło, są świadkami w scenerii którą my sobie stworzyliśmy. Tego jednego dnia byliśmy projektantami, deweloperami i testerami całego wydarzenia. Jeżeli odnieść się do teatru to dwie postacie główne, kilka drugoplanowych, goście i gapie…

i znów…z perspektywy czasu koszty były wtedy najmniej istotne, może nie było jakiegoś przepychu, puszczania motyli przed kościołem, czarnego Porsche…ale było tak jak chcieliśmy…tak jak chcieliśmy żeby było…”teraz i na zawsze…”…

Ponowny powrót…

Tak, wiem pisałem już dawno, że zacznę pisać ale jakoś tak wyszło, że nie było czasu, chęci i ogólnie jakoś tak mijałem swojego bloga z daleka. Tylko słyszałem, że się upuszczam. Od dziś postaram się poprawić…

Pain is temporary, glory is forever…